Uciekli z wojny domowej na Ukrainie do Kalwarii

- Wielu z nas i naszych znajomych dostało powołania do separatystycznej armii. My jednak jesteśmy za niepodzielną Ukrainą - mówi Oleg, prosząc aby nie ujawniać jego nazwiska. Tłumaczy, że przecież będzie musiał wrócić do strefy objętej wojną.

Tekst: Robert Szkutnik
Żródło: www.gazetakrakowska.pl


To jeden z 35 Polaków, którzy przyjechali do Kalwarii Zebrzydowskiej, aby chociaż na chwilę zapomnieć o rozlewie bratniej krwi na Ukrainie. Przyjechał na zaproszenie Urzędu Miasta w Kalwarii Zebrzydowskiej i księdza dziekana Wiesława Cygana z kalwaryjskiej parafii św. Józefa. W ugoszczeniu grupy z obwodu donieckiego duży udział ma też Andrzej Pyka, przedsiębiorca budowlany z Kalwarii.

- Remontowałem tam nasz konsulat i poznałem ludzi z tamtejszej Polonii.
Wcześniej nie wiedziałem, że jest tam tylu Polaków i polskich towarzystw kulturalnych. Tylko w jednym jest skupionych trzysta osób, a w całym obwodzie Polaków działa ze trzy tysiące- mówi Andrzej Pyka. Dodając, że wcześniej kilka osób przyjechało, aby zobaczyć uroczystości Wielkiego Tygodnia w Kalwarii, i tak się to zaczęło. - Musiałem teraz im pomóc, bo w sklepach w Donbasie został tylko chleb i mleko - wyjaśnia. Pierwsi polscy zesłańcy zamieszkali w tamtym regionie po powstaniu kościuszkowskim. Osiedlano ich tam także w wyniku paktu Ribbentrop --Mołotow (1939 r.), a także za czasów Stalina po drugiej wojnie światowej.

Do Donbasu do pracy w kopalniach wywożono Ślązaków, więźniów obozów i partyzantów AK. Według IPN, tylko Ślązaków trafiło tam ponad 50 tysięcy. Przeżyła mniej niż połowa.

Dziś na Ukrainie Wschodniej mieszka według szacunków nawet sto tysięcy Polaków. - Pradziadek był Polakiem. Wojewał w pierwoj mirowoj wojnie i drugoj i tak zostałsa- mówi łamanym językiem polskim Aleksandr Kalnickij. Teraz tocząca się tam wojna domowa wygnała już z domów tysiące ludzi. - Bardzo jest niespokojnie. Sąsiad strzela do sąsiada i armia się bije. Strasznie jest. Nie wiadomo, czym to się to wszystko skończy - mówi Aleksander Masłow. On i jego grupa przyjechali z obwodu donieckiego z Mariupola, Doniecka, Krasnoarmiejska, Dobropola i Makijewki.

Niektórzy mówią po polsku, inni kaleczą język, ale się starają. Większość zna i rosyjski, i angielski. Przekonują, że są Polakami. - Jesteśmy Polaki, ale języka się zapomniało i dokumenty też poginęły, bo polskość nie była dobrze widziana przez ZSRR na tamtych terenach - mówią.

Teraz Ukraińcy chcą ich wcielić do armii, druga strona wojny zrobić z nich separatystów. A oni z nikim nie chcą się bić. Chcą spokoju.

Z ich terenów ludzie uciekają do rodzin na zachodzie Ukrainy albo do Rosji. A oni nie mają gdzie wyjechać i nie bardzo chcą. Polska stara się pomóc mieszkającym tam Polakom organizując wyjazdy wakacyjne dla dzieci polskich potomków ze stref objętych konfliktem zbrojnym do Polski. Dwie grupy dzieci przyjechały do Małopolski, jedna do Murzasichla na Podhalu a druga do Kalwarii Zebrzydowskiej.

Ta, która przyjechała w poniedziałek do Kalwarii jest wyjątkowa, bo z dziećmi przyjechali też rodzice, a wsparcia udziela grupie nie tylko Ministerstwo Spraw Zagranicznych ale także samorząd gminy.

- Pokrywamy dwie trzecie kosztów ich pobytu, resztę dokłada MSZ i darczyńcy - mówi Zbigniew Stradomski, burmistrz Kalwarii Zebrzydowskiej.

Rodacy ze Wschodu zostali zakwaterowani w hotelu przy stadionie Kalwarianki. A pobyt wypełnią im wycieczki po okolicy i Zatora, Wadowic i Inwałdu. Będą tu dziesięć dni, a potem wracają. - Zastanawiam się, co dalej, szczególnie z dziećmi. Tam przecież wojna - mówi burmistrz Stradomski.

Kalwarianie zapytani o gości mówią, że są dumni, że mogli pomóc rodakom.

Jakub Wołąsiewicz, Konsul generalny RP w Doniecku od 2013 roku

Jak pan ocenia sytuację w obwodzie donieckim.
Od 13 czerwca jest zawieszone działanie konsulatu. Trwa tam regularna wojna. To nie oznacza, że nie współpracujemy z Polakami na Wschodzie. Już wcześniej spodziewaliśmy się takiego rozwoju sytuacji i postanowiliśmy zorganizować kolonie i wakacje dla takiej ilości dzieci, jak się da. I to robimy. Dzieci wyjeżdżają nie tylko z obwodu donieckiego, ale i zaporoskiego i ługańskiego. Chcieliśmy przywieźć dzieci przede wszystkim z miast i miejscowości, gdzie już toczyła się wojna. Z Makijewki, Dobropola, Ługańska, Starobielska i ze Stachanowa. Pierwsze grupy przyjechały w czerwcu.

Jaką oni mają szansę, żeby zostać w Polsce na stałe?
Państwo polskie nie może nic zaoferować. Repatriacja dotyczy wschodnich republik Rosji. Azyl polityczny to specyficzna procedura, dotyczy raczej działaczy. Statusu uchodźcy też nie dostaną. Szansą jest Karta Polaka.